WENECJA SZTUKA HISTORIA SPACER GALERIA LINKI









Poezja to mówiące malarstwo,

a malarstwo - milcząca poezja.

Symonides







Poezja jest tym, co daje usta rzeczom niemym.

Mieczysław Jastrun

Legendy

Legenda o Angelice

  Ze Starym Miastem związana jest legenda o Angelice, córce Carolusa, rycerza panującego na bydgoskim zamku, której widmo można napotkać spacerując wieczorną porą po Wenecji Bydgoskiej...

   Dawno temu, w prastarym grodzie bydgoskim panował srogi rycerz, Carolus. Był on postrachem nie tylko samych mieszczan na podgrodziu mieszkających. Jego nieopanowana żądza krwi i łupów dawała się we znaki także przejeżdżającym opodal kupcom i rycerzom. Grabił ich dobytek lub zmuszał do okupu, a opornych uśmiercał.

   Pewnego dnia przechodził bydgoskim traktem młodziutki i przystojny książę Jarosław, którego ojciec, władca grodu nakielskiego, wysłał był do kasztelanii kruszwickiej. Carolus napadł znienacka na mały oddział rycerzy nakielskich, rozbił go, a księcia Jarosława wziął do niewoli. W lochach wieży zamczyska Jarosław oczekiwał końca swego życia.

   Dowiedziała się o tym ukochana córka Carolusa, Angelika, która była niesłychanej urody i anielskiej dobroci. I odtąd każdej nocy panna przekradała się do wieży by pocieszać uwięzionego młodzieńca. Pokochała go całym sercem i pomogła mu potajemnie odzyskać wolność.

   Nie upłynęły trzy niedziele, gdy na czele zbrojnego oddziału książę Jarosław ruszył ku Bydgoszczy, aby uwolnić piękną Angelikę spod twardej ręki surowego ojca. W grodzie nad Brdą doszło do zaciętego i krwawego starcia. Zrazu toczyła się bitwa nad przedpolu, a później na podwórzu zamkowym. Dzielnie bili się nakielanie pod wodzą swego ukochanego księcia. Szala zwycięstwa przechylała się coraz bardziej w ich stronę. Wtem stała się rzecz nieoczekiwana. Z podwórza zamkowego wybiegł potężny rycerz w czarnej, hartowanej zbroi. Na jego widok walczące ze sobą oddziały rozpierzchły się, a na placu boju pozostał Jarosław, który stanął oko w oko z tajemniczym rycerzem. Krwawy pojedynek nie trwał długo. Jarosław ugodzony śmiertelnie, zwalił się z nóg...

   Pełna rozpaczy Angelika pobiegła krużgankiem na podwórze zamkowe, gdzie leżał jej ukochany. Wyrwawszy najbliższemu rycerzowi szpadę, celnym ciosem w odsłoniętą czarną zbroję powaliła tajemniczego rycerza. A gdy zdarła mu przyłbicę poznała w nim - o zgrozo - swego ojca. Rzuciła krwawą szpadę i uciekła. Biegła jak szalona. Pąsowa pręga szpady prześladowała ja. Przeskoczyła krzewy, minęła zaułek, skręciła w poprzek, potem w prawo, w lewo, sama nie wiedząc dokąd biegnie. W oczach majaczyły się krwawe obrazy. Zaczęła się słaniać. Niedaleko lśniła srebrna toń cicho szumiącej Brdy. Żal ścisnął jej serce. A znad murów zamczyska dochodził ją głos - nie, to echo - zabiłaś, zabiłaś... Przed nią przesuwał się krwawy cień. Zatykała uszy, zamykała oczy.

   Ściemniało. I wtedy - utopiła swoje myśli i ciało w głębinach żałośnie szumiącej rzeki Brdy.

   Od tej chwili w każdą noc na murach zamczyska ukazywała się smutna pani, cała w bieli.
To Angelika.


© 1992-2000 9 BWDH,  © 2001 Stowarzyszenie Operacja Wenecja
grafika: Adrian Kwidzyński, opracowanie: Kuba Karwowski, Marcin Sulecki, Łukasz Kosz
kontakt: redakcja@wenecja.art.pl